Bez zaufania społecznego nie ma skutecznego państwa

Artur Heliak
Dodane 12 miesięcy temu

z dr Małgorzatą Burnecką, socjologiem i kulturoznawcą, rozmawia Artur Heliak

Polska ordynacja wyborcza do Sejmu budzi wiele emocji i rzadko są to emocje pozytywne. A przecież społeczna akceptacja jej zasad ma istotny wpływ na to, jak traktujemy wynik przeprowadzanych wyborów. Jaki ma to wpływ na nasze zaufanie do władzy?

Społeczny odbiór procesów wyborczych, czyli to, jak są one postrzegane i interpretowane przez obywateli, jest bardzo ważnym, choć moim zdaniem marginalizowanym elementem debaty ustrojowej. Składa się na niego wiele czynników zarówno kulturowych, jak i historycznych. Można nawet pokusić się o tezę, że w każdym społeczeństwie odpowiedź na pytanie, która ordynacja jest najlepsza, wygląda inaczej. Jest natomiast kilka kluczowych elementów budujących społeczne zaufanie. Na pierwszym miejscu postawiłabym powszechną zrozumiałość procesu wyborczego, w sensie klarowności samego mechanizmu ordynacji wyborczej i sposobu przyznawania mandatów. W przypadku ordynacji obowiązującej obecnie w Polsce sztuką jest ująć jej podstawowe zasady w jednym prostym zdaniu. Wysoki poziom skomplikowania zasad ordynacji wyborczej czyni ją niezrozumiałą dla wielu obywateli, pogłębiając dystans między wyborcą a reprezentantem. 

Drugą ważną kwestią jest przekonanie o wiarygodności wyniku wyborów, które wiąże się bezpośrednio z zaufaniem do metody liczenia głosów oraz uczciwości i transparentności przebiegu tego procesu. Najczęściej im mniej wiemy o tym, jak, gdzie i przez kogo liczone są głosy, tym większy niepokój budzi w nas ta procedura. 

Elementem wzmacniającym zaufanie do systemu wyborczego jest także jasny (i działający w praktyce) mechanizm odwoływania wybieranych przedstawicieli w przypadku sprzeniewierzenia się woli społeczności, która ich wybrała. Sytuacja, w której mandat uzyskany w wyniku wyborów jest odwoływalny i może zostać przez wyborców odebrany, sprawia, że pojawia się odpowiedzialność posła przede wszystkim przed wyborcami. Poczucie odpowiedzialności za realizację obietnic i spełnianie oczekiwań wyborców mogą zmienić się w realne działania na rzecz ich interesów, a w konsekwencji budowanie relacji zaufania osobistego (do konkretnego parlamentarzysty), w dalszym etapie także zaufania instytucjonalnego (do organizacji i instytucji publicznych) i systemowego (do całego systemu politycznego).

Wyborcy powinni być też przekonani, że oddany przez nich głos ma znaczenie, a ich przedstawiciel jest dla nich dostępny. Dla wzrostu zaufania społecznego zmniejszenie dystansu między wyborcą a reprezentantem jest nie do przecenienia. Wszystkie te kwestie przekładają się na sposób, w jaki postrzegamy i interpretujemy otaczającą nas rzeczywistość polityczną. 

Który element uznaje pani za najważniejszy, a co można szybko wprowadzić u nas?

Wszystkie są istotne z perspektywy kultury zaufania, ale aspekt, który z jednej strony wzbudza dużo emocji, a z drugiej wydaje się łatwy do zmiany, to na pewno liczenie głosów. Warto wskazać rozwiązanie stosowane między innymi w Wielkiej Brytanii, gdzie obowiązuje tak zwane publiczne liczenie głosów. Proces jest jawny, co oznacza, że obywatele mogą być podczas niego obecni, a do tego transmitowany na żywo w mediach. Takie rozwiązanie oczywiście nie eliminuje wszystkich problemów, ale na pewno utrudnia oskarżenia o potencjalnie sfałszowany wynik wyborów.

W Wielkiej Brytanii mamy jednomandatowe okręgi wyborcze, liczenie głosów jest tam bardzo łatwe.

To prawda, ale w moim przekonaniu jawne i publiczne liczenie głosów jest możliwe do zrealizowania w przypadku każdej ordynacji, czy będzie to STV, czy jak na Litwie – ordynacja mieszana z dwuturowymi JOW-ami i listą proporcjonalną krajową. Oczywiście łatwiej jest policzyć głosy w ordynacji większościowej, ponieważ wynik daje nam od razu odpowiedź na pytanie, kto obejmie mandat. W ordynacjach proporcjonalnych i mieszanych może natomiast być tak, że ten, kto dostaje więcej głosów, ostatecznie nie otrzymuje mandatu.

Zatem rodzaj ordynacji ma znaczenie.

Ma, ale nie jest decydujący. Transparentne procedury, jawność działania w obecności strony społecznej i transmisję na żywo można zastosować w każdym przypadku. Dodatkowo wprowadzenie liczenia głosów wprost do przestrzeni medialnej potencjalnie spopularyzuje temat mechanizmów wyborczych i otworzy szerokie pole do dyskusji nad samą ordynacją, która jest przecież fundamentem systemu politycznego. W efekcie publiczne liczenie głosów może przyczynić się do precyzyjniejszego pojmowania reguł obowiązującej ordynacji.

Nawet w Polsce?

Nie da się ukryć, że stosowany w naszym kraju system wyborczy jest, mówiąc wprost, całkowicie oderwany od rzeczywistości społecznej, niezrozumiały i zagmatwany. Jest też inny na każdym poziomie systemu wyborczego, zatem publiczne liczenie głosów z pewnością pomogłoby obywatelom oswajać się z tymi złożonymi zasadami. W Polsce mamy jedynie dwa przypadki, w których proces wyborczy jest w pełni zrozumiały dla obywatela. Pierwszy z nich to wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych do rad gmin poniżej 20 tysięcy mieszkańców. Okręgi są tu małe, ludzie się znają, zasady są proste, a i rola radnego gminy jest w miarę przejrzysta, zwłaszcza w mniejszych jednostkach. Warto tu podkreślić, że do 2018 roku ta ordynacja obowiązywała w gminach do 40 tysięcy mieszkańców, jednakże decyzją PiS próg ten został niestety obniżony do 20 tysięcy. Drugim przypadkiem są wybory na prezydenta kraju. Ordynacja również jest prosta i zrozumiała, jednak można mieć do nich jedno poważne zastrzeżenie: występuje problem z brakiem zrozumienia roli prezydenta w polskim systemie politycznym.

Co jeszcze można zmienić poza upublicznieniem liczenia głosów?

W Polsce obowiązuje kilka różnych ordynacji, część z nich jest proporcjonalna, część większościowa. Problemem, który zdaje się skupiać kluczowe elementy naruszające zaufanie do systemu wyborczego, jest podział na okręgi wyborcze. W wyborach jednomandatowych do Senatu obserwujemy problem wynikający z podziału na bardzo rozległe okręgi, liczące zbyt dużo mieszkańców, aby utrzymać skrócony dystans między wyborcą a senatorem. Taki podział okręgów powoduje utratę praktycznie wszystkich zalet, jakie oferuje ordynacja FPTP (większościowa, jednorundowa – przyp. red.). W proporcjonalnych wyborach samorządowych natomiast okręgi są często zbyt małe. W moim rodzinnym mieście, Wrocławiu, mamy sytuację, w której pomimo ustawowego progu wynoszącego 5% dla komitetów rzeczywisty próg w wyborach samorządowych wynosi prawie 14%. W konsekwencji nie mamy ani JOW-ów, ani też realizacji idei proporcjonalności. W każdym przekazie medialnym wyborcy słyszą o 5-procentowym progu, a następnie widzą, że komitet wyborczy, który osiągnął wynik powyżej 10%, nie ma swojej reprezentacji w radzie miejskiej. Z własnych doświadczeń wiem, że to zjawisko może być zaskoczeniem nawet dla samych kandydatów startujących w wyborach. Niektórzy z nich decydują się kandydować, a dopiero później uświadamiają sobie, że realny próg wynosi kilkanaście procent! Efektem jest nieodparte wrażenie, że wybory są w ten czy inny sposób zmanipulowane. A skoro wybory nie są przeprowadzane rzetelnie, to i do polityków nie mamy realnego zaufania.

Może zatem lepiej zmienić całą ordynację, niż wprowadzać kosmetyczne zmiany, takie jak publiczne liczenie głosów?

W moim przekonaniu każda ordynacja wyborcza może być realizowana dobrze lub źle. Dyskusja o rewolucyjnych zmianach, zwłaszcza tych potencjalnie wymagających zmiany konstytucji, jest potrzebna i powinniśmy ją toczyć nieustannie. Jednak ewentualny brak zmiany ustawy zasadniczej nie powinien powstrzymywać nas przed wprowadzaniem prostych, ale dających realny wzrost zaufania społecznego zmian. Zarówno w ordynacjach większościowych, jak i proporcjonalnych mamy unikatowe wynaturzenia i nikomu niepotrzebne skomplikowania procedur. Nawet jeśli przyjmiemy, że jedno rozwiązanie jest lepsze całościowo niż drugie, to jeszcze nie oznacza, że sposób jego realizacji jest bez znaczenia.

Czyli publiczne liczenie głosów oraz większe okręgi w ordynacjach proporcjonalnych?

Zdecydowanie tak. Uważam, że podział na okręgi, który stwarza realny próg wyborczy na poziomie wyższym niż 5%, powinien być w ordynacji proporcjonalnej zablokowany. W przypadku publicznego liczenia głosów natomiast nie widzę żadnych przeciwskazań, aby każdy obywatel mógł wziąć w nim udział i żeby w każdej komisji wyborczej była prowadzona transmisja online z jego przebiegu.

Gdyby to od pani całkowicie zależało, jaką ordynację mielibyśmy w Polsce?

Mam za sobą wiele lat pracy w tej materii, dziesiątki konferencji, spotkań i rozmów. Z tych rozważań wyłania się podstawowa myśl: przede wszystkim chciałabym, aby to zależało od nas, od obywateli. A zaraz za nią następna: o ordynacji powinniśmy jak najwięcej rozmawiać. Wielu uczestników debaty ustrojowej ulega wyrafinowanemu urokowi „pojedynczego głosu przechodniego”, ponieważ rzeczywiście ta ordynacja jest intelektualnie pociągająca. Wspominam też konferencję sprzed wielu lat, podczas której Jarosław Flis, obecnie już profesor, zaproponował ordynację zaprojektowaną stricte na polskie potrzeby. Był to skomplikowany koncept, którego prezentacja trwała ponad półtorej godziny. Jak skomentował jeden z uczestników: „Tylko po co drapać się prawą ręką za lewym uchem?”. Wracając do głównego tematu, nic tak nie wzbudza zaufania, jak rozwiązania proste, zrozumiałe, niewymagające zbędnych wyjaśnień. Stąd też odpowiedź jest dla mnie tylko jedna: ordynacja większościowa, realizowana w małych, jednomandatowych okręgach wyborczych na wzór brytyjski. Sama angielska nazwa tej ordynacji jest jednocześnie przedstawieniem jej największej zalety: first past the post, co tłumaczymy jako „pierwszy na mecie”. Oczywiście, w połączeniu z publicznym liczeniem głosów i mechanizmem odwoławczym (impeachment). 

Copy LinkLinkedInFacebook
Artur Heliak
Redaktor naczelny

Prezes zarządu Fundacji Wspólna Perspektywa – Centrum Analiz Wyborczych i Samorządowych we Wrocławiu.

Wykup dostęp do wszystkich artykułów

już od 58 zł / miesiąc

Każdego tygodnia dołączają do nas nowi czytelnicy zainteresowani efektywnym funkcjonowaniem państwa. Bądź wśród nich.

Zobacz też

Ustrój

Wiemy już, kto zostanie posłem!